Bordeaux - teksty


2011


01)  Pora iść już drogi mój (5'05")
02)  Fala (5'28")
03)  Bordeaux (4'12")
04)  Alarm (5'20")
05)  Abracadabra (5'21")
06)  Pryzmat (6'21")
07)  Tyziphone (7'13")
08)  Halo Ziemia! (4'42")
09)  Bez odwrotu (6'01")
10)  Miodowy kwadrans (3'38")
11)  Kręgi czerwone (7'16")
12)  Serce (6'43")
13)  Jak łzy w deszczu (5'23")

TT= 72:50






Pora iść już drogi mój

Słowa i wspomnienia
Gasną coraz bledsze już
Słabnie echo kroków

Nową przystań znajdę niech
Zniknie to co stało się
Jak łzy w deszczu
Tak jak tęczy ciało

Żal swój innym oddaj
Które będą tu przy Tobie
Błąd swój zapamiętaj
Co postawił świat na głowie
A teraz już idź!
Jak łzy pod deszczem, jak tęczy ciało
Spłynie żal i zgaśnie ból
Wyciągam kartkę czystą i białą
Pora iść już drogi mój!

Chcąc uwierzyć, że to już nie Ty
Duszę niepokorne sny
Było i minęło
Mam już teraz inny świat
Stawiam nowy domek z kart
Nie istniejesz - prawie uwierzyłam

Żal swój innym oddaj
Które będą tu przy Tobie
Błąd swój zapamiętaj
Co postawił świat na głowie
A teraz już idź!
Jak łzy pod deszczem, jak tęczy ciało
Spłynie żal i zgaśnie ból
Wyciągam kartkę czystą i białą
Pora iść już drogi mój!



Fala

Słony wiatr - szepcze słony wiatr
Słony oddech - u Twych stóp tysięczny raz
fala upada twarzą w piach
Atak wiatru - miesza fali płacz z mewy śmiechem
Na tym piasku - piszesz list w nieznane
morze zabiera go swym oddechem

Tak daleko - drugi brzeg. Może nigdy się nie spotkamy
Fale niosą - szepty dwa: "Kochana", "Kochany"...

Niech morze falą unosi Twój szept
Tam gdzie ona, tam na drugi brzeg
Nie wiesz skąd jej imię znasz
Czemu słony ma smak

Słony wiatr - pęka klosz pod którym stałeś. Żadna strata...
Słony oddech - niepamięci reguła wniwecz przeszłość obraca

Niech morze falą unosi Twój szept
Tam gdzie ona, tam na drugi brzeg
Nie wiesz skąd jej imię znasz
Czemu słony ma smak

Słony szept łamie Twój milczenia ślub
Gdy jej myśli, gdy jej imię znasz
Jest nadzieją, którą przynosi wiatr
Nową siłą



Bordeaux

Kryształowa taca, na niej kielich z winem
Prędzej czy później ktoś ostatni raz
Z niego się napije choć się teraz śmieje
Na coś nadzieję ma
Śmieje się klepsydra wolno odsypując czas
Z urokiem nieodpartym
Jej prawdziwą twarz zamaskował kształt
Kobiety idealnej

Wąska, biała dłoń ujmuje złoty kielich
Obejmując czule
Piękna dama w bieli do swych ust podnosi go
A wachlarz chłodzi lekko
Antenatów godny rząd ze ścian o wszystkim wie
Portrety przerażone
W końcu z ram wychodzą - to ostatni widok jest
Jaki widzi ona

Klepsydrą rzucam kształt jej lekceważąc
Czas uwolniony rozkwita płomieniem
Odłamki szkła atakują, walczą, parzą
Aaa!!!

Może za moment, może za chwilę
Jedno jest pewne - zegar nam bije
W pokera z nami gra los - wytrawny gracz
Kochaj mnie więc jakby ostatni raz



Alarm

Alarm!!! Wołam, wołam... i uciekam
Alarm!!! Piszę coś... i uciekam
Alarm!!! Błagam, błagam... i uciekam
Alarm!!! Kocham kogoś... uciekam
Alarm!!!

Kochanie, wszystko zostawmy tak
Niech będzie pieśnią niewyśpiewaną
Nie chcę znów ściągać z nieba gwiazd
Do wspomnień płaczę, krzycząc: "Nie potrzeba!"

Alarm!!! Za darmo los nam niczego nie da
Alarm!!! Im więcej weźmiesz tym większa cena
Alarm!!! W oczy Twe patrząc wiem - zapłacimy wiele

Kochanie, wszystko zostawmy tak
Niech będzie pieśnią niewyśpiewaną
Nie chcę znów ściągać z nieba gwiazd
Do wspomnień płaczę, krzycząc: "Nie potrzeba!"

Kochanie, wszystko zostawmy tak
Niech będzie pieśnią niewyśpiewaną
Nie chcę znów ściągać z nieba gwiazd
Kochanie, wszystko zostawmy tak
Niech będzie pieśnią niewyśpiewaną
Do wspomnień płaczę: "Nie potrzeba nam!"
Nie potrzeba nam...

Przeczucia krzyczą dlatego się boję
Kiedy przyparty do muru tak stoję
Przegram by wygrać swą ostatnią szansę
Nie mam sił do walki!



Abracadabra

Wołasz "Przybądź" i zaraz jestem obok
Nim się zbudzisz z agrestowego snu
Mówisz "Zniknij" - wystarczy jedno słowo
W jednej chwili nie ma mnie lecz gryzie pustka już

Mocno bije Twe serce, że aż boli
W całkiem nowy, nieznany jemu rytm
Dobrze było, bezpiecznie do tej pory
Bajka sama Cię dotknęła skrzydłem nocnej ćmy

Abracadabra - O nic nie pytaj mnie
Abracadabra - Mocno przytulaj mnie
Abracadabra - Nie bój, nie boj się
Abracadabra - Kocham Cię

I jeszcze jedno:
Nie pytaj ile snów rozwiałam już lekką ręką...



-

Pryzmat

Drogą wzdłuż stromych gór porośniętych mchem
Za mną chodź, idąc milcz, przecież wszystko wiem

Ciszę rwie źródła szmer, w Tobie czysta biel

Błękit leczy mnie z codzienności gdzie
Więcej czuję, więcej widzę niż bym chciała
Gdzie falą z ludzkich serc zalewają mnie gniew i strach
Myśli niechcianych mą głowę zalewa deszcz
Emocji obcych jad do krwi przesącza się

Ty nie wiesz jak boleć może krzyk
Czyjś nieświadomy
Ty nie wiesz jak pali mnie ten dar
Odrealniony
Gdy czuję dokładnie to co ktoś
Gdy stanie obok
Ma duszę trujący prawdy sok
Zalewa znowu

I tylko w objęciach gór - jak tu
Znajduję spokój

Czasem spijam śmiech, który gaśnie gdy
Krew na rękach widzę ciemną, drży jak czarna rtęć
Głaszczę cudzy sen
Czuję miękki smak Twoich łez

Nad zerwanym liściem, nad kwiatem złamanym
Płaczesz - pragnąc burzą być...

Jak ladacznica myśl ciało obnaża swe
Szatę rzucając precz, naga w mą stronę mknie

Ty nie wiesz jak boleć może krzyk czyjś nieświadomy
Ty nie wiesz jak pali mnie ten dar odrealniony
Gdy czuję dokładnie to co ktoś gdy stanie obok
Ma duszę trujący prawdy sok zalewa znowu
I tylko w objęciach gór - jak tu - powraca spokój



Tyziphone

Za wszystkich matek puste dni
Bezradny szloch i krwawe łzy
Dzieci wyrwanych z objęć strach
Tak bez powodu, bez szans
Za ogień, który strawił domy
By satysfakcję dać natchnionym
Odnajdę ich - z nicości cień
I w oczach moich znajdą - śmierć
Odbijam lustrem zło w ich stronę
Bo Sprawiedliwość imię moje
W ten sposób kocham ludzi ja
Za płacz co miłość w błoto wgniótł
Za poniżenie i za ból
Ja nie wybaczam - choćby klękał
Tu nie ma dla nich miejsca

Za w bramie krew, kobiety jęk
Bezmyślną przemoc, stadny zew
Za krzywdę dla rozrywki mas
Napiętnowany strachem czas
Obozy pracy, za pożogę
Etniczną rzeź, masowe groby
W imieniu Boga stosów pieśń
Litości nie znam - niosę śmierć
Odbijam lustrem w drugą stronę
Bo Sprawiedliwość - imię moje

Niech giną gdy ja przed nimi się pojawiam
Niech giną bez szans
Niech giną gdy ja po Bogu świat poprawiam
Za późno na płacz

To czego każdy z nich się boi
Znajdzie w lustrzanych oczach moich
W ten sposób kocham ludzi ja
Gdy czyszczę świat ze zła
Wśród słów płomieniem namaszczonych
Nie bój się spojrzeć w moją stronę
Odwet dla tych co krzywdą stoją
Bo Sprawiedliwość - imię moje
Tyziphone!
Niech giną gdy ja przed nimi się pojawiam
Niech giną bez szans
Niech giną gdy ja po Bogu świat poprawiam
Za późno na płacz

Wyrok: Tak! Winien!



Halo Ziemia!

Póki czucie w sercach nie zagasło
Póki zmysły gest znikomy jeszcze budzi
Nie wstrzymamy biegu, nie pozwolimy
By codzienność nas zmieniła w szarych ludzi

Halo Ziemia! Wołam z oddali
Kocham nieważkości stan
Halo Ziemia! Niech tak zostanie
Płynie i wiruje świat
Zmienia kształty serce gorące
Spływa jak topiona stal
Karuzela, obok Słońce
W mych objęciach tłumi strach
Halo Ziemia! Niech tak zostanie
Halo Ziemia! Wołam z oddali

Gonitwa jak miłosny taniec
Splecionych w jedno nocy i dni
Pożar ugasić się nie daje
Nic to. Przecież dobrze nam z tym

Karuzela - wyżej, wyżej
Karuzela - Ikara sen
Karuzela - prastary lęk
Moje Słońce - nie oddam Cię

Halo Ziemia! Wołam z oddali
Halo Ziemia! Niech tak zostanie
Że ja i Ty, że ja i Ty, że ja i Ty, że MY...

I niech zostanie
I niech tak trwa
Moje Słońce a obok ja

Mówią, że szczęście tak szybko mija
Lecz takich chwil nie zapomina nikt
Kolorem głównym Twych obrazów chcę być
Na resztę naszych dni

Halo Ziemia! Wołam z oddali...



Bez odwrotu

Róża, ciepły blask, słodki wina smak
Poprowadzą mnie drogą niebieską
Nie powróci lęk o kolejny dzień
Kiedy zasnę obok, tak jak dziecko
Bezpieczna, Twoja...

Zduszę ognia głód aby płomień mój
Odtąd już spokojnie, cicho płonął
Ty nauczysz mnie go przed sobą nieść
Nowy dla mnie sposób odczuwania
Nigdy już sama, Tobą pijana, powiem "Tak"

Wszystkim co ważne jest - ta miłość bez odwrotu
Wszystko czego chcę - płynąć w niej
Złoto na dłoni mej uczy mnie spokoju
Ogień zgaśnie, niech!

Całun, gruby koc, kryje pamięć
Coś każe tańczyć memu zamyśleniu
Szkoda pytań Twych, nie odpowiem Ci
Nie odpowiem, sama nie wiem czemu
Przeszłość niech śpi, zapomniana

Nie powróci lęk o kolejny dzień
Zasnę obok Ciebie tak jak dziecko
By obudzić się zamieniona w ten
Płomień co bez ognia płonie lekko
Dziwnie tak, dobrze tak...

Wszystkim co ważne jest - ta miłość bez odwrotu
Wszystko czego chcę - płynąć w niej
Złoto na dłoni mej uczy mnie spokoju
Ogień zgaśnie, niech!



Miodowy kwadrans

Zatracone w ciemność zapadają drzewa
Drogą czarną nas unosi srebrny Pegaz

Naprzód! Dużo czasu mamy!
Ścigajmy się z pragnieniami!
Szybko, szybko! Całe życie przed nami!
Uciekajmy! Nareszcie sami!

Nie ma nic za darmo
Oczy zamkniesz i jesteś w niebie
Nie ma nic za darmo
Choć teraz jeszcze o tym nie wiesz
Nie ma nic za darmo...



Kręgi czerwone

O jeden oddech walczę
Gdy coraz głębiej
Ten jeden oddech sprawi, że
Lodowiec pęknie

Krew cieknie z góry, wsiąka w martwą trawę
Rodzi kwiaty jak dłonie diabła
Walczę... O najmniejszy promień światła...

Nie! To nie może być prawda!

Krzyki i hałas tam
Gęsty szum tu na dole
Nieważkości stan, dobrze tak
W szarej mgle ciepło tonąć

Horyzont mój w tej mgle się zapada i topi
Rozsądek zjada tlenu brak. Irracjonalny niepokój...
Aby nie zniknąć maluję wokół kręgi czerwone

Wolno zaciska splot bólu gad
Myśl z uwięzi zerwana szarpie się
Kąsa sens...
O nie!!! Błagam na kolanach!
NIE, NIE! TO NIE JEST PRAWDA!

Jasne światło z tamtej strony
Woła mnie, bosko lśni
Dobrze jest gdy nic nie boli / ŻYCIE PRZED NAMI CAŁE
W stronę światła iść / MUSIMY JECHAĆ DALEJ!

Powiedzcie mi gdzie on jest?
Co ja tu robię, ta krew?
Czerwone kręgi, o nie!
Ta krew nie jest moja!

W tej klatce więźniem mój krzyk
Gdzie moje Słońce? Ma żyć!
Ja muszę wstać, chcę stąd wyjść
Tak boli! Tak boli!

Klepsydry śmiech, los szyderca
Dług odbiera swój, ciemnosiny mrok
Kładzie pieczęć na naszych sercach
Czerwony krąg
Chciwą ręką sięga po swoje
Cena płynie krwią, ciemnosina
Kładzie się coś na mym czole
Dłoń zimna

Krzyki i hałas tam
Gęsty szum tu na dole
Nieważkości stan, dobrze tak
W szarej mgle ciepło tonąć...



Serce

Na liściu znak, na lusterku ślad
Pamiętasz?
Biały dach, rozwidlenie dróg, obietnicę słów
Pamiętasz?

Serce złapane w przewodów sieć
Misterium - światło i dźwięk
Ty złapany w szeptów mych misterium
Gdy błagam Ciebie - ŻYJ!

Umiera sens, gaśnie czas
Ból jest mym chlebem
Nagi strach tnie bez słów
Gdy ja - między piekłem a niebem, bez Ciebie

Zaklęty śpisz, nieruchomo
Piję serca szept
Gdy klęczę z głową na Twojej piersi
Bo słyszę Cię tylko tak

Zaklęty śpisz, nieruchomo
Piję serca szept
Gdy klęczę z głową na Twojej piersi
Bo słyszę Cię tylko tak

Oddech złapany w przewodów sieć
Misterium - światło i dźwięk
W misterium mych szeptów złapany
Nie zostawiaj mnie! Błagam na kolanach

Kiedy śpisz
Gdy czas i cały nasz świat kamienieje
Między piekłem a niebem
Teraz ja pobiegnę do Ciebie
Znów otuli nas czerwony szal

Bezradność... Na nią nie znam broni...
Nadzieja? Nadzieja ją przegoni?
Mówisz do mnie? Tak?!
Nie... to chyba wiatr, aparatu szum
Kochany? To Ty? Mów, jeszcze mów!
Pobiegnę za Tobą! Pamiętasz?



Jak łzy w deszczu

Po co płacz gdy nie zetrze nikt łez
Nic nie zmieni ból. Czy cokolwiek ma sens?
Gdy jedna chwila taki świat ściera w pył
Wątpię czy on w ogóle był

Też przeminę jak łzy
Jak łzy w deszczu
Jak Ty...

Zwiodę czas sieć iluzji plotąc, byś
Jeszcze trochę choć w mej pamięci żył
Aż naszą pieśń pustki zgasi głos
Echo w dół zapadnie bo

Też przeminę jak łzy
Jak łzy w deszczu
Jak Ty...

Też przeminę jak łzy
Już nic nie boli bo nie może boleć NIC

Pośród kwiatów co wokoło właśnie kończą swój czas
Kładę się najbliżej Ciebie pragnąc zostać już tak

Jak w deszczu łzy przeminąłeś Ty
Jak w deszczu łzy przemijam ja
W deszczu łzy - przemijanie
Przemijanie...


Wstecz