Nieważne jak będzie

Gdy czuję coraz więcej
Gdy pożar budzi się
Umiera mój rozsądek
Topi się jak pierwszy śnieg
Gdzie przepaść a gdzie droga
Nie myślę goniąc sen
Mam oczy zasłonięte
I tylko Ciebie widzieć chcę

Nieważne jak będzie...

Sumienie me zasypia
W objęciach Twoich słów
I o nic już nie pytam
Na nic więcej nie czekam już
I tylko słońce blednie
Gdy do niej wracasz znów
Próbując obojętnie patrzeć w górę
I lecę w dół

Nieważne jak będzie...

Nic już nie ma kiedy rozum płonie
Nic już nie zatrzyma biegu fali
Moim prawem kochać Cię i gonić
Twoim - stąd uciekać jak najdalej.

Gdy słyszę Twoje myśli
Choć mi ich wcale nie chcesz dać
Gdy słyszę Twe wołanie
Jej twarz, znika odpływa w dal
Sumienie znów zasypia
W objeciach Twoich słów
I o nic już nie pytam
Na nic nie czekam już

Nic już nie ma kiedy rozum płonie
Nic już nie zatrzyma biegu fali
Moim prawem kochać Cię i gonić
Twoim - stąd uciekać jak najdalej.

Nieważne jak będzie...


© 2003 Anja Orthodox


Wstecz