Jak o kamień deszcz

Jestem kobietą wiec czytam między wierszami
Patrząc w jej oczy złe widzę więcej niż Ty
Gdy uwierzysz jej - obydwoje przegramy
Jak o kamień deszcz, kochany, moje łzy

Wypływasz z objęć mych oślepiony słowami
Słuchasz już tylko jej, dalszy z każdym dniem
Obezwładnia mnie okrutny zapach przegranej
Rzucam się na drzwi...

I naiwnością swoją stoję celnie ugodzona
Wśród morza wstydu aż do serca obnażona
Ona - Madonna, ona - święta, tego nic nie zmieni
Obudź się! Czy nie widzisz, że:

Ona żywi się Twoją wiarą w ludzki gest
Weźmie wszystko co masz i co mógłbyś mieć
Celem byłam ja, a narzędziem tylko - Ty
Przebudzenie zaboli Cię jak nigdy nic

Chcę Cię porwać stąd lecz moje skrzydła złamane
Pośród ruin co dzień modlę się o jej śmierć
Gdy na czarnym tle czarne znaki wpisane
Ty nie widzisz nic lecz ja rozumiem je

Powoli tonie sens w powodzi mego tłumaczenia
Gdy spadasz w dół pijany prawdą której nie ma
Ona - Madonna, ona - święta, tego nic nie zmieni
Obudź się! Czy nie widzisz, że:

Ona żywi się Twoją wiarą w ludzki gest
Weźmie wszystko co masz i co mógłbyś mieć
Celem byłam ja, a narzędziem tylko - Ty
Przebudzenie zaboli Cię jak nigdy nic

Dziś naiwnością swoją jakże celnie ugodzona
Wśród morza wstydu stoję aż do serca obnażona.


© 2003 Anja Orthodox


Wstecz